Wiadomości z Bytomia

Me, Myself & I: Szukamy dźwięków, nie słów!

  • Dodano: 2011-11-17 14:00

Ich jedynym instrumentem jest głos. Śpiewają acapella, wspomagając się elektroniką tworzą melodyjne, jazzrockowo-soulowe wokalizy, oparte na beat boxowej rytmice. Me, Myself & I już 19 listopada będą gwiazdą pierwszego dnia Festiwalu Urodzinowego Agory Bytom.

 

To prawda, że Wasze koncerty w dużej mierze oparte są na improwizacji?

M.: Tak. Bez niej nie wyobrażamy sobie chyba naszej muzyki. Dzięki niej każdy koncert jest po prostu inny. Wie to każdy, kto był na więcej niż jednym. Przy całej dyscyplinie wynikającej z naszych kompozycji oraz ze stworzonego przez nas systemu wykonawczego - improwizacja stanowi element wolności.
M.P.: Nigdy nie wiemy do końca, co się zdarzy na koncercie :)
19 listopada gracie w Bytomiu, 20 listopada w Chełmie Śląskim. Często zdarza Wam się zaglądać na Śląsk? Lubicie tamtejszą publikę?
M.: Często. My ją lubimy i ona lubi nas. Dostajemy tu sporo propozycji. Współpracujemy też z bazującą na Śląsku Fundacją Iskierka na rzecz dzieci z chorobą nowotworową. Razem robimy dużo koncertów.
M.P.: Stąd pochodzą nasze rodziny, mamy tutaj wielu przyjaciół, dlatego zawsze bardzo chętnie przyjeżdżamy na Śląsk.

 

Czego mogą spodziewać się ludzie, którzy pojawią się na Waszym koncercie?

M.P. i M.: Dobrego i nietypowego koncertu. Usłyszą ciekawą muzykę, kontrolowaną ludzkim głosem.

 

W jaki sposób robi się muzykę "bez słów"?

Majeran: Tak samo jak instrumentalną. Pozostaje kwestia zapisu. W dzisiejszych czasach najprostszą formą zapisu jest nagranie. Na początku może to być pomysł nagrany na komórkę - później już gotowe i dopracowane nagranie w studiu. Tradycyjny zapis nutowy powstaje zazwyczaj na samym końcu.
Magda Pasierska: Komponujemy skupiając się na muzyce. Szukamy dźwięków, nie słów, nuta po nucie powstaje cały numer.

 

Mówicie, że nie stawiacie sobie żadnych muzycznych granic, ale gdybyście mieli się określić to bliżej Wam do grupy wokalnej, beatboxerów czy może jazzu?

M. P.: Do wszystkiego po trochu,  w 1/3 każdy z tych elementów stanowi naszą muzykę i tak samo jest dla nas ważny.
M.: W tej chwili pracujemy nad rozbudowanymi aranżacjami, których struktura przypomina bardziej muzykę elektroniczną niż wokalną. Z drugiej strony na nowej płycie znajdą się utwory na klasyczne jazzowe combo, tyle że śpiewane.  W zależności od potrzeb czerpiemy z różnych tradycji.

 

Szerszej publiczności daliście poznać się dzięki występowi w programie "Mam Talent”. Nie zdziwił Was ten sukces? W końcu zajmujecie się muzyką, którą nieczęsto można usłyszeć w nurcie głównym.

M.P.: Nie, wcale nas to nie zdziwiło. Właśnie po to tam byliśmy, aby pokazać się szerszej publiczności. Od wielu lat na nasze koncerty przychodzi bardzo dużo,  różnych ludzi, od dzieci po osoby bardziej dojrzałe.
M.: Muzyka Me Myself And I bywa bardzo lekka i przystępna. Pierwsza płyta to właściwie same łatwo wpadające w ucho piosenki. Do tego dochodzi element wykonawczy. Muzyka wokalna jako bardziej pierwotna jest ludziom bliższa niż np. instrumentalna, czy elektroniczna. To właśnie pociąga większość słuchaczy.

 

Jesteście kojarzeni ze sceną alternatywą. Czy w związku z tym decyzja o występach w telewizji TVN była dla Was trudna?

M.P.:  Staramy się nie zwracać uwagi  na to, do jakiej sceny czy stylu ktoś nas zaszereguje. Nie myślimy gatunkiem muzyki tylko samą muzyką, dlatego ta decyzja nie była dla nas trudna.
M.: Kojarzenie ze sceną alternatywną daje pewne ograniczenia. Zamyka w wąskim gronie odbiorców i tym samym powoduje, że zespołowi trudniej jest się utrzymać na rynku. Optymalnym wyjściem z takiej sytuacji jest spopularyzowanie własnej muzyki bez ingerencji w jej wartość artystyczną. Nie ma powodu, żeby nie robić tego za pośrednictwem mediów, które docierają najszerzej, czyli np. telewizji. Trudność polega raczej na tym, że z profesjonalnego, technicznego punktu widzenia telewizja ma swoje wymagania, którym niełatwo jest sprostać. Zabiera to dużo czasu i energii.

 

Po "Mam Talent" pojawiło się dużo propozycji?

M.: Oczywiście! Czasami nawet za dużo :) Już wcześniej byliśmy nieźle zajęci, ale teraz musimy planować wszystko z naprawdę dużym wyprzedzeniem.
A teraz poprosimy o kilka słów o najnowszej, limitowanej edycji płyty „TAKADUM! MET REMIXERS”.
M.: Od samego początku istnienia zespołu dostawaliśmy spontanicznie tworzone remiksy. Było tego naprawdę dużo. W pewnym momencie, podczas współpracy z Creative Music, narodził się pomysł, aby je wydać i poszerzyć o remiksy utworów z najnowszej niewydanej jeszcze płyty.
M.P.: To bardzo interesująca płyta, przedstawiająca naszą twórczość oczami remikserów, muzyków, którzy mają swój osobisty punkt widzenia na nasza muzykę. Będzie ona na pewno bardzo kolorowa, niesamowicie zróżnicowana i ciekawa.
M.: Dla nas to niezwykle ciekawe, inspirujące doświadczenie i tego samego życzymy wszystkim słuchaczom!
 



Me, Myself & I: Szukamy dźwięków, nie słów!

Dodaj komentarz

chcę otrzymać bezpłatny newsletter portalu mojBytom.pl.

Więcej informacji na temat przysługujących Państwu praw zawarliśmy w Polityce Prywatności.